CIESZYN PRZED STU LATY
CESARSKIE MANEWRY 1906

Franciszek Józef I z Bożej łaski Cesarz Austrii, Apostolski Król Węgier i Czech, Król Lombardii i Wenecji, Dalmacji, Kroacji, Słowenii, Galicji, Lodomerii i Ilirii, Król Jerozolimy, Arcyksiążę Austrii, Wielki Książę Toskanii i Krakowa, Książę Lotaryngii, Salzburga, Steyru, Karyntii, Krainy i Bukowiny, Wielki Książę Siedmiogrodu, Margrabia Moraw, Książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy i Guastalli, Oświęcimia i Zatoru, Książę Cieszyna... itd., itd.

Na 32 miejscu tej długiej listy ziem, krajów, królestw, księstw, hrabstw i miast cesarsko - królewskiej monarchii znajduje się godność Księcia Cieszyńskiego. Otrzymali ją Habsburgowie w roku 1654 po zgonie Ks. Elżbiety Lukrecji, która dożywotnio rządziła Księstwem po bezpotomnej śmieci swego brata Fryderyka Wilhelma - ostatniego Piasta Cieszyńskiego. Przez długi okres cesarze austriaccy nie przejawiali bezpośredniego zainteresowania nowo pozyskanym Księstwem, traktując je często jako przedmiot przetargów, legatów testamentowych, wian i rekompensat. Przełamał ten stosunek dopiero w r. 1766 cesarz Józef II odwiedzając Cieszyn i przejeżdżając przezeń jeszcze dwukrotnie w latach 1773 i 1787. Po nim w stolicy Księstwa bawił także cesarz Franciszek I w roku 1817.

Jednakże pierwszym z cesarzy, który w pełni docenił znaczenie osobistych inspekcji swoich krajów był Franciszek Józef I. W czasie trwania takich wizyt naocznie mógł się przekonać o gospodarczym i kulturalnym stanie monarchii oraz o nastrojach "swoich wiernych ludów". Potrafił tym sposobem a także niezaprzeczalnym osobistym urokiem zaskarbić lojalność, szacunek i administrację poddanych. W czasie swego długiego życia Franciszek Józef I nawiedził czterokrotnie Cieszyn - stolicę jednego ze swych księstw. Wizyty te miały miejsce w roku 1851, 1880, 1890 i 1906. Pomiędzy pierwszą a ostatnią bytnością cesarza w Cieszynie rozciąga się więc okres 55 lat, wystarczająco długi czas, aby powstała legenda o sędziwym monarsze, żywa jeszcze we wspomnieniach cieszynian do dnia dzisiejszego.

Przygotowania

Po raz ostatni Cieszyn gościł Najjaśniejszego Pana w czasie wielkich manewrów wojskowych odbytych od 30 sierpnia do 5 września 1906 roku. Ten 76-letni monarcha, podziwiany i otaczany szacunkiem przez wszystkich bez wyjątku, był już żywą legendą. Niewielu cieszynian w pełnej dystynkcji i sprężystości, acz starczej postawie cesarza mogło poznać przystojnego młodzieńca, który przed 55 laty raźno wyskoczył z powozu na cieszyńskim Rynku. W czasie prawie 60 lat panowania Franciszka Józefa I wyrosło parę pokoleń cieszynian, dla których stał się uosobieniem opiekuńczego i dobrotliwego władcy. Cieszyn, który na czas manewrów stał się główną cesarska kwaterą, pragnął więc ugościć sędziwego monarchę i jego dwór w sposób jak najbardziej godny i uroczysty.

Burmistrz Cieszyna Leonard Demel von Elswehr wystąpił ze specjalnym apelem do mieszczan cieszyńskich o szczególnie świąteczny wystrój ulic i sklepów miasta. Cesarska wizyta wpłynęła na ożywienie handlu, już choćby przez to, że do miasta zjechało około 50.000 ludzi nie tylko z najbliższych okolic, ale także z Galicji, Moraw, Węgier i pruskiego Śląska. W 89 cieszyńskich restauracjach panował tak wielki ścisk, że ku powszechnemu oburzeniu już wieczorami nie można było dostać niczego do jedzenia. Wiele miejscowych firm i sklepów po odpowiednich przygotowaniach prześcigało się w reklamie. I tak przykładowo księgarnia Edwarda Feitzingera polecała się z cesarskimi portretami, herbami, girlandami, ogniami bengalskimi a także kartami widokowymi Cieszyna i pocztówkami z przebiegu manewrów.

Burmistrz wystosował także luksusowo drukowane prośby do cieszyńskich panien o przybycie na uroczystość powitania cesarza w toaletach składających się z "zapiętych pod szyję jasnokremowych sukni z woalu "Model Rapaics", długich siatkowych rękawiczek, bukiecików z trzech róż czerwonych i białych, przewiązanych takimiż wstążeczkami, czarnych lakierowanych pantofli, jednak bez żadnych stroików we włosach i biżuterii na szyi". Panny miały się prezentować niewinnie, młodzieńczo i skromnie.

Przed cesarzem ściągali do Cieszyna arcyksiążęta, władze wojskowe i krajowe już od rana 30 sierpnia. Najwcześniej przyjechał arcyksiążę Fryderyk z żoną Izabelą, aby przekonać się czy zamek został przygotowany odpowiednio na pobyt władcy. W frontowych pokojach pierwszego piętra Pałacu Myśliwskiego na Górze Zamkowej przygotowywano cesarski apartament. Składał się z sypialni, pokoju toaletowego z wyjściem na balkon, gabinetu, salonu i pokoju przyjęć.

Szczegółowy opis apartamentu zamieściła na swych łamach ówczesna prasa: "Sypialnia cesarza, której ściany, jak i cały apartament, pomalowane są w kolorze jasnozielonym lub poziomkowym, utrzymana jest chłodnym biedermeierowskim stylu. Wszystkie pomieszczenia cechuje niezwykły nastrój spokoju. Przy ścianie naprzeciwko okien znajduje się swego rodzaju - niczym w alkowie - żelazne, brunatno polakierowane łóżko polowe z nocnym stolikiem u wezgłowia, na którym stoi dwuświecowy, srebrny świecznik. Przylega do niego wielki, wypchany puchem, cudownie miękki, skórzany fotel i hiszpański parawan. U wezgłowia łoża wisi na ścianie wielki obraz przedstawiający "Chrystusa przed Piłatem". Przy dłuższej ścianie alkowy, nad łóżkiem, wspaniały Murillo: "Madonna z Dzieciątkiem"; po prawej stronie, u nóg łóżka znalazł miejsce oryginał Rafaela "Uzdrawianie chorych". Te obrazy, jak i inne wartościowe urządzenia, zostały częściowo sprowadzone z zamków arcyksięcia Fryderyka w Wiedniu, Frydku i Budapeszcie. Przed łóżkiem jest rozłożona skóra z angory. Po prawej stronie łóżka stoi pokryty pluszem w kolorze rezedy podnóżek; na ścianie "Chrystus Ukrzyżowany" - arcydzieło rzeźbiarskie wykonane w drzewie lipowym. Na jednej z bocznych ścian, w pobliżu jednego z okien, z którego jest piękny widok na całą ulicę Stefanii, stoi wielka biało-zielona szafa ze złotymi okuciami na ubrania i bieliznę. Między oknami jest duże lustro w ciemnej, bogato rzeźbionej ramie. W pomieszczeniu znajduje się ponadto kanapa, inkrustowany stoliczek oraz obciągnięty rezedowym pluszem stoliczek ze wspaniałymi, złotymi kandelabrami. Dekoracja okien, która jak wszystkie inne prace dekoracyjne wykonana została przez cieszyńskiego dekoratora Mastnego, jest w stylu biedermeierowskim (z atłasu w poziomkowym kolorze). Pomieszczenie alkowy jest ozdobione wonnymi, białymi zasłonami z różowymi aplikacjami. Podłoga ma, tak jak i inne pomieszczenia, filcowe pokrycie. Znajdujące się tu dywany są z gatunku dywanów perskich."

Surowa hiszpańska etykieta habsburskiego dworu nie pozwalała cesarzowi przyjąć niczego prócz gościnności. Dlatego tez na kilka tygodni przed wizytą przychodziły do Cieszyna osobne pociągi z ekwipażami, licznymi zastępami dworskiej służby i sztabem mistrza ceremonii, który obejmował we władanie arcyksiążęcy zamek. Natomiast wiedeński nadworny ekonomat słał całe zaopatrzenie, zapasy kuchenne, wina, oświetlenie (300 świec dziennie) i beczki pełne wody z Schönbrunnu, jedynej jaką pijał cesarz. Tydzień przed przyjazdem monarchy dworskie ekwipaże, wyróżniające się złoconymi osiami w kołach i zaprzęgiem z rasowych siwych lipicanerów, objeżdżały wszystkie ulice miasta, aby stangreci we wspaniałych liberiach mogli zapoznać się z ich topografią.

Po południu tegoż 30 sierpnia powitano także w Cieszynie następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda d'Este, który również zamieszkał w zamku. Przybył także minister wojny Henryk von Pitreich i szef sztabu generalnego hrabia Fryderyk von Beck. Ci na swą kwaterę zajęli probostwo. Generalicja zamieszkiwała Hotel pod Brunatnym Jeleniem, zaś attaché wojskowi mieszkali w Hotelu Centralnym (obecnie przy ul. Dworcowej w Czeskim Cieszynie).

Powitanie Cesarza

Nareszcie nastąpił długo oczekiwany przyjazd Franciszka Józefa I. Wieczorem, przed godziną szóstą, do dworca majestatycznie zbliżył się wykorzystywany podczas manewrów dworski pociąg z ciemnozielonymi wagonami oznaczonymi chorągiewkami, dwugłowym orłem oraz monogramem i herbem cesarza. Za lokomotywą doczepiony był wagon bagażowy, a po nim służbowy wagon urzędników kolejowych. Za nim jechała cesarska salonka mieszcząca sypialnię władcy, jego gabinet, małą garderobę i służbówkę kamerdynera. Pomieszczenia te obite były zielonym suknem a sufity białym jedwabiem. Zasłony były wykonane z zielonego pluszu, którym obite były także meble, oprócz surowego, żelaznego łóżka, na którym sypiał cesarz. Za salonką podążał wagon jadalny o orzechowej boazerii z przyległą doń palarnią, oraz urządzone w stylu włoskiego renesansu wagony dla świty.

W oknie swej salonki stał cesarzem. Przywitały go oddane na nowej strzelnicy salwy z moździerzy, bicie dzwonów i gromko odśpiewany przez rozentuzjazmowany tłum "Hymn ludowy". Cesarz sprężystym krokiem wysiadł z wagonu i po wysłuchaniu meldunku jaki mu złożył hrabia Beck oraz powitalnej mowy burmistrza Leonarda Demla dokonał przeglądu kompanii weteranów. Dworska kareta poprzedzona przez dwa inne powozy z burmistrzem, prezydentem i starostą krajowym, uniosła cesarza wśród szpaleru szkolnych dzieci, strażaków, członków cechów i towarzystwa w stronę zamkowego mostu. Był on wyposażony w dwie wspaniałe bramy triumfalne z herbem cesarskim, śląskim i miasta Cieszyna, projektu architekta Jolly`ego. Bramy, na dwóch końcach mostu połączone były trybunami, z których 150 ubranych na kremowo panien honorowych obsypywało kwieciem monarchę. Za bramą zaś stało 100 wiejskich dziewcząt w barwnych cieszyńskich sukniach z bogatymi srebrnymi pasami. Cesarz łaskawie przyjął bukiety róż, które z dworskim dygiem wręczyłam Edyta Demlówna - córka burmistrza i panna Gryczówna ze Śmiłowic. Polskie dziewczęta w ludowych cieszyńskich strojach tak się spodobały, że stały się przedmiotem dłuższej rozmowy monarchy z członkami jego dworu.

Szerokim echem, szczególnie wśród polskiej społeczności, odbiły się pierwsze słowa, z którymi Franciszek Józef I zwrócił się do starosty krajowego Artura Jiraska: "Der Bezirk von Teschen ist polnisch." (Powiat cieszyński jest polski). Starosta krótko odpowiedział: "Jawohl, Majestät, polnisch." (Tak, Najjaśniejszy Panie, polski). Podkreślano potem, iż słowa te z wysokości tronu potwierdziły faktyczne stosunki narodowościowe na Śląsku Cieszyńskim. "Tak w powiecie cieszyńskim, jak w ogóle na Śląsku cieszyńskim - pisała ówczesna polskojęzyczna prasa - tworzymy przeważającą część ludności kraju, stanowimy tem samem jego charakter polski".

Na zamku powitał Najjaśniejszego Pana jego bratanek - arcyksiążę Franciszek Ferdynand d'Este, poczym całe towarzystwo udało się na uroczysty obiad dworski do rozbitego w zamkowym parku, osławionego tzw. "Custozzazelt", czyli " Namiotu spod Custozzy". Namiot ten używany był w kampaniach wojennych przez jednego z habsburskich Książąt Cieszyńskich - arcyksięcia Albrechta. W wojnie austriacko-włoskiej 1866 r. arcyksiążę Albert dowodzoną przez siebie armię austriacką doprowadził do zwycięstwa pod Custozzą. Swój wspaniały namiot wraz z całym serwisem polowym a nawet kucharzami i służbą zapisał w testamencie Franciszkowi Józefowi I. W namiocie przy stole ustawionym w podkowę mieściło się do 100 osób. Misy i talerze sporządzone były z emaliowanej na biało blachy, sztućce posiadały drewniane trzonki, tylko cesarz używał alpakowych, zaś reszta serwisu sporządzona była ze srebra, łącznie z podstawami kryształowych kubków. Przy każdej parze biesiadników stały wielkie dwulitrowe flakony z białym i czerwonym winem oraz wodą z Schönbrunnu. Od roku 1895 cesarz zabierał "Custozzazelt" na wszystkie manewry w jakich uczestniczył, także na manewry w Księstwie Cieszyńskim.

Manewry

Manewry trwały od piątku 31 sierpnia do wtorku 4 września 1906 r., z jednodniową, niedzielną przerwą przeznaczoną na zwiedzanie Cieszyna i odpoczynek. Ich strategia zakładała przedarcie się Korpusu wiedeńskiego przez Przełęcz Jabłonkowską do armii węgierskiej zaatakowanej przez wrogi Korpus krakowski. W piątek rano odbyła się bitwa kawalerii ochranianych atakiem artyleryjskim, którą przegrał Korpus krakowski straciwszy w oskrzydleniu "wiedeńczyków" wszystkie działa. W efekcie tego w sobotę Korpus krakowski wycofał się na wschód od Cieszyna przez Górny Żuków, Trzanowice i Toszonowice, gdzie znajdowała się główna kwatera generalicji i zagranicznych attaché wojskowych.

Cesarz brał w manewrach żywy udział siedząc codziennie po sześć, siedem godzin na koniu wśród skwaru i wrześniowych upałów. Brał udział w szarżach kawaleryjskich, a gdy zeskakiwał z konia nigdy nie okazywał zmęczenia. Do dyspozycji cesarz miał dwa konie, jeden wyłącznie do celów wojskowych, a drugi - ulubiony koń o spokojnym kroku, nawykły do zgiełku wielkiej ilości żołnierzy. W polu cesarz jadał to samo, co cały personel: gulasz ziemniaczany, wołowinę, pieczeń cielęcą albo wieprzową, makaron "dukatowy", owoce i kawę.

Uciążliwością podczas manewrów była wielka liczba gapiów, która towarzyszyła cesarzowi. Korzystano z tej okazji i często fotografowano cesarską osobę, naturalnie z odpowiedniej odległości, co cesarz znosił ze zrozumieniem i z dużą pogodą ducha. Oficjalne zdjęcia wykonywał zaś cieszyński fotograf Henryk Jandaurek, który posiadając tytuł "Cesarsko-Królewskiego Nadwornego Fotografa" dopuszczony był do dworskiej świty. Do dziś jego fotografie zdobią zbiory cieszyńskiego Muzeum, a wśród nich niezwykły drewniany "Cesarski parawan" ozdobiony kilkunastoma fotografiami przedstawiającymi monarchę wraz z arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem i Fryderykiem na koniach w otoczeniu grupy arcyksiężniczek w szykownych spacerowych toaletach.

Dzięki manewrom wiele cieszyńskich wsi mogło gościć Najjaśniejszego Pana. Przygotowywano się do tego z wielkim przejęciem i starannością pomimo ograniczonych funduszy. Wysypywano nawet świeżym piaskiem lub tatarakiem drogi przejazdu monarchy.

Także jedna z górskich wiosek, dysponująca niestety miernymi środkami, postanowiła uczynić coś, co cesarzowi sprawi małą niespodziankę, a mieszkańcom wsi przyniesie równocześnie pożytek, jak to nakazywało rozporządzenie zwierzchnich władz. Długo członkowie gminnej rady zachodzili w głowę, i nie mogąc nic wymyślić przypomnieli sobie o "gospodzkim", który przez swą zawodową zapobiegliwość prawie wszystkich mieszkańców wioski uczynił swoimi dłużnikami. Rada zgłosiła więc wniosek , aby owego "gospodzkiego" z okazji tak wielkiej wizyty powiesić. "To nic nie kosztuje - argumentowała - na pewno cesarzowi sprawi nieoczekiwaną niespodziankę, a gminie wielką radość". Na wieść o tym starosta krajowy popędził do wsi w te konie, by zapobiec owej "małej niespodziance".

Opowiadano sporo podobnych anegdot, mówiących o oddaniu dla osoby Franciszka Józefa I, który niezmiernie lubił wdawać się w pogawędki ze spotykanymi po drodze wieśniakami. Żywe są wspomnienia o naszych prababkach, które podczas letniego skwaru częstowały "cysorza" garnuszkiem "kiszki", czyli zsiadłego mleka, za co otrzymywały sowite wynagrodzenie w postaci paru złotych reńskich. Do naszych czasów natomiast pozostały, świadczące o popularności monarchy, liczne "Cesarskie dęby" sadzone na wieczną pamiątkę jego pobytu w wielu miejscach Śląska Cieszyńskiego, oraz pamiątkowe głazy i pomniki (np. w Mnisztwie koło Cieszyna, w Kojkowicach ("Na pamiątkę pobytu - CESARZA - FRANCISZKA JÓZEFA I - w Gminie Kojkowicach - w dniu 4 września 1906 - Dla uczczenia Jubileuszu - Jego sześćdziesięcioletnich - okrytych chwałą rządów 1848-1908") i Górnym Żukowie ("PAMIĄTKA - cztery krotnego - przejazdu - Najjaśń. Pana - FRANCISZKA JÓZEFA i - podczas man. Cees. - w dniach 31.VIII 11.IX. - 1906 roku").

Cesarski spacer po Cieszynie

Następująca po dwóch pierwszych dniach manewrów niedziela stała się wielkim świętem dla całego Cieszyna. Dzień ów rozpoczęła msza święta w kościele parafialnym p.w. św. Marii Magdaleny z udziałem licznych dygnitarzy, generalicji i oficerów sztabowych. Punktualnie o godz. 8.00 u bram kościoła przywitał cesarza i następcę tronu arcybiskup diecezji wrocławskiej, do której Cieszyn przynależał, książę-kardynał Georg Kopp. Przeprowadził dostojnych gości przed wielki ołtarz, gdzie po stronie ewangelii wysłuchali cichego nabożeństwa bez śpiewu i organów.

Po mszy świętej w namiocie cesarskim, rozbitym w parku zamkowym, rozpoczęły się oficjalne audiencje, w czasie których monarcha przyjął 277 osób. Marszałek krajowy hrabia Henryk Larisch-Mönnich przedstawił cesarzowi dworskich dygnitarzy i śląską szlachtę, duchowieństwo obu wyznań, korpus oficerski biorący udział w manewrach oraz oficerów Cieszyńskiego garnizonu, posłów do Rady Państwa i Sejmu Śląskiego, kadrę urzędniczą, deputację gminy cieszyńskiej i innych miast i wsi śląskich a w końcu przedstawicieli różnych stowarzyszeń niemieckich, polskich i czeskich. W rozmowie z posłami Jerzym Cieńciałą i Janem Michejdą oraz dr Antonim Dyboskim monarcha interesował się szczególnie rozwojem Gimnazjum Polskiego w Cieszynie. Audiencja przebiegała szybko i sprawnie a to dzięki ekskluzywnie wydanemu w cieszyńskiej drukarni Karola Prochaski "Spisowi osobistości i delegacyj przedstawionych na najpokorniejszej audiencji w czasie prześwietnego dworskiego biwaku w Cieszynie dnia 2 września 1906 roku.", gdzie każdy z zaproszonych mógł znaleźć swoje miejsce w porządku przyjęć. Podczas audiencji każdy mógł się przekonać, iż monarcha cieszył się wspaniałą pamięcią, o każdym ze swoich rozmówców pamiętał wszystko, co było ujęte w uprzednio przedkładanych mu wykazach.

Po audiencji część osób pozostała na wydanej przez cesarza wystawnej uczcie w "Custozzazelt", której dobór potraw i napojów podkreślał obozowy charakter. Rozpoczęto ją od ostryg z obowiązkowym winem Chablis, do zupy - tradycyjnego bulionu wg receptury cesarzowej Marii Teresy - podano piwo, do przystawek wino reńskie, do ryb Bordeaux, do filetów szampańskie, do klasycznej wiedeńskiej pieczeni wołowej, tzw. "Tafelspitz" - ulubionego dania cesarza - Sherry i Maderę, do ciast Tokaja i Lacrimę Christi, a w końcu do kawy rozmaite likiery. Wraz z deserem serwowano dworskie cukierki z portretami Franciszka Józefa I, które zgodnie ze starą tradycją biesiadnicy skwapliwie upychali w kieszeniach, a nawet w... kapeluszach, by potem, jako przedmiot dumy, częstować nimi w swych salonach zaproszonych gości.

W godzinach popołudniowych dostojne towarzystwo dworskimi powozami dotarło do Rynku pod strzelisty czerwony maszt z cesarskim proporcem. Radość zgromadzonych tłumów nie miała granic, gdy monarcha wystąpił z powozu i bez żadnych środków ochrony i bezpieczeństwa udał się piechotą do Wydziału Gminnego w ratuszu. Powitany przez burmistrza Demla, cesarz przekroczył progi ratusza, z podziwem oglądał nową salę posiedzeń Wydziału Gminnego z fryzem herbów cechowych i szlacheckich poczym wpisał się do miejskiej księgi pamiątkowej.

Zwiedzając następnie szereg budynków w Cieszynie mógł się przekonać o jego znacznym rozwoju w poprzedzających wizytę latach.

Oprowadzany przez hrabiego Henryka Larischa-Mönnicha odwiedził Śląski Szpital Powszechny, a w nim pawilon swego imienia oraz pawilon dziecięcy, w obecności jego fundatorki hrabiny Gabrieli von Thun-Hohenstein.

Cesarz Franciszek Józef I, wierny syn kościoła katolickiego, szanował każda religię i był niezwykle tolerancyjny w sprawach wyznaniowych swoich poddanych. Nieprzypadkowo więc udał się także do ewangelickiego Kościoła Jezusowego, wypełnionego paroma tysiącami wiernych. Przy bramie świątyni oczekiwała nań liczna grupa pastorów. Przed ołtarzem czekał na monarchę specjalnie wykonany na tę okazje tron z cesarskimi emblematami. Z jego wysokości cesarz wysłuchał po niemiecku i po polsku słowa pastora dr Jana Pindóra, w którym podziękował on za wolność udzieloną ewangelickiemu wyznaniu i łaskę odwiedzenia świątyni.

Z wielkim uznaniem wyraził się cesarz o nowym gmachu Sądu Krajowego, oprowadzany przez wiceprezydenta sądu Emanuela Harbicha. Pamiątką tego wydarzenia jest rosnący opodal budynku sądu rozłożysty "Cesarski dąb". Równie dokładnie cesarz oglądnął nowy klasztor i szpital sióstr Elżbietanek wystawiony w rekordowym czasie trzech lat. Z gorącym przyjęciem, zgotowanym przez cieszyńską gminę żydowską, spotkał się cesarz w wspaniale przyozdobionej synagodze, skąd podążył w Aleje arcyksięcia Albrechta (dziś Masarykove Sady w Czeskim Cieszynie). Tam wznosił się wybudowany w roku 1894 jezuicki Kościół Serca Pana Jezusa. Przy dźwiękach organów cesarz podszedł do klęcznika przy głównym ołtarzu i przyjął błogosławieństwo, po czym dokładnie oglądnął świątynię.

Na koniec cesarz zwiedził jeszcze arcyksiążęcą mleczarnię przy ul. Jabłonkowskiej. Wyrabiano w niej, dostarczane na cesarski stół, "znakomitej dobroci" masło tzw. "TEEBUTTER", którego nazwa pochodziła od skrótu TE-schener E-rzcherzogliche BUTTER - "Cieszyńskie arcyksiążęce masło". Masło to, o wyjątkowych właściwościach konserwujących, produkowane w oparciu o wynalazek jednego z zarządców arcyksięcia, niejakiego Bruche, sprzedawane było w całej Austrii i eksportowane do krajów Bliskiego Wschodu. Po zwiedzeniu mleczarni cesarz powrócił do swej kwatery na zamku.

Ku żalowi mieszkańców Cieszyna nie doszło niestety do planowanej przejażdżki monarchy ulicami miasta, natomiast wieczorem odbyła się imponująca iluminacja ogniami bengalskimi ulic miasta, podziwiana z niekłamanym zadowoleniem przez utrudzonego starszego pana, z wyniosłego zamkowego balkonu. Wtórowały jej watry, rozpalone przez górali na wzgórzach wokół Cieszyna i beskidzkich szczytach.

Ostatnie dni manewrów

Kolejne dni manewrów przyniosły ostateczne rozwiązanie gry wojennej. W poniedziałek 3 września Korpus wiedeński wyruszył z Mnisztwa, Dzięgielowa, Bażanowic w stronę przełęczy Jabłonkowskiej. Główna bitwa rozegrała się nazajutrz w okolicy Kojkowic. Atakowanym przez Korpus krakowski "wiedeńczykom" udało się przedrzeć przez przełęcz Jabłonkowską na ratunek armii węgierskiej. Zakładany cel manewrów został tym samym osiągnięty.

Z przebiegu manewrów, które kosztowały zawrotną sumę 40.000.000 koron, cesarz był niezmiernie zadowolony. Uczestniczyło w nich 63.500 żołnierzy, specjalne oddziały balonów i telefonów oraz "pancerny automobil z karabinem maszynowym" - jeden z pierwszych prototypów czołgu. Po raz pierwszy w historii Cesarsko- Królewskiej Armii brał udział w manewrach oddział samochodów (trzeci po Anglii i Niemczech). Nowoutworzony Ochotniczy Korpus Automobilowy w sile 60 wozów, bezinteresownie oddanych przez zamożnych arystokratów do dyspozycji sztabu, pełnił służbę meldunkową i rozwoził rozkazy. Z daleka rzucały się w oczy wspaniałe maszyny z malowniczo umundurowanymi szoferami w niebieskich kurtkach i cyklistówkach z cesarska koroną, szarych spodniach i pelerynach oraz żółtych sznurowanych trzewikach. Jak sprawnie i szybko kursowały automobile miał świadczyć rekordowy przejazd przez arcyksięcia Fryderyka dystansu 26 km z Toszonowic do Jabłonkowa w ciągu 25 minut!

Pożegnanie

Siódmego dnia pobytu najdostojniejszego gościa nastąpił nieuchronny moment pożegnania. Omówienia przebiegu manewrów dokonał cesarz z generałami o 9 rano w środę 5 września. Po południu wydał pożegnalną ucztę w swoim namiocie, a już o wpół do drugiej, żegnany przez niepocieszonych, acz uradowanych jego pobytem cieszynian, udał się na dworzec, skąd pociąg wyruszył w sześciogodzinną podróż do Wiednia. Były to ostatnie kroki cesarza Franciszka Józefa I w Cieszynie.

Po powrocie do stolicy wysłał jeszcze odręczny list, w którym pisał: "Miałem sposobność ponownie przekonać się o wysokiej kulturze tego kraju i prawdziwie patryotycznem usposobieniu jego ludności. Serdeczne, o gorącem przywiązaniu do mnie i naszego domu świadczące przyjęcie, jakie mi wszędzie a zwłaszcza ze strony miasta Cieszyna zgotowano, napełnia mnie szczerą radością. Wyrażając za to najgłębsze podziękowanie, życzę krajowi dalszego szerokiego rozwoju i zapewniam o mojej ciągłej opiece."

Z okazji swego pobytu w Cieszynie cesarz darował ze swej prywatnej szkatuły na cele dobroczynne niemałą kwotę 20.000 koron. Hojnie obdarzył także swych gospodarzy. Do dzisiejszego dnia w wielu cieszyńskich domach przechowuje się skrzętnie cenne pamiątki z tej wizyty, wysadzane brylantami złote zegarki, szpile do krawatów i kosztowne bransoletki z inicjałami "FJI".

Dla Polaków, jak napisała "Gwiazdka Cieszyńska": "...pobyt cesarza w Cieszynie miał jeszcze i z tego względu wielkie znaczenie, ze cesarz przekonał się, że Śląsk, a specyalnie całe Księstwo Cieszyńskie jest polskie. Że cesarz na to zwrócił uwagę, widać z tego, że dowiadywał się o gimnazyum polskie i seminaryum, do wójtów, którzy go po polsku witali, przemówił również po polsku, przez co chciał zadokumentować, że uznaje również tutejszą ludność polską i zarówno z innemi narodowościami otacza ją swoją opieką i pieczołowitością".

Mariusz Makowski, komisarz wystawy

Cieszyn (Teschen) vor hundert Jahren

Die Persönlichkeit des Kaisers Franz Josef I geniesst in Teschen einen guten Ruf und Popularität. In seinem langen Leben hat Seine Kaiserliche Majestät Teschen viermal besucht. Diese Visiten haben in Jahren 1851, 1880, 1890 und 1906 stattgefunden. Die letzte und zugleich längste Visite des hochbetagten Kaisers war vor 100 Jahren, in der Zeit von 30. August bis 5. September und wurde mit einem grossen Manöver in der Umgebung von Teschen verbunden. Diese Er-eignisse illustriert die neue Exposition des Museums in Teschen mit dem Titel: "Teschen vor 100 Jahren - Kaisermanöver 1906". Dank Mariusz Makowski, dem Expositionskommissar, dürfen wir eine sentimentale Reise nach Teschen vornehmen mit einer Vorstellung, wie es damals der Blick Seiner Kaiserlichen Majestät sah. Die Bemühungen, um den Kaiser feierlich und mit bester Würde anzunehmen, spiegeln sich in den errichteten Triumphpforten im Schmuck der gemeinnützigen und privaten Häuser, offiziellen Hofaudienzen der hohen Würdenträger, hiesigen Vertreter der Stadtregierung, der Geistlichkeit, des schlesischen Adels, des Offizierskorpus, der Repräsentanten der Gemeinden, Sejm- und Landtagabgeordneten zum Wiener Parlament und Schlesischen Sejm, Bürgerschaft, Mitglieder der deutschen, polnischen und tschechischen Vereine. Der Kaiser besuchte die öffentlichen Häuser und Anstalten der Wohlfahrtsein-richtungen, Schulen, Pflegeheime, Kirchen und Klöster. Die Anhänglichkeit zu diesem Monarchen, unter dessen Regierung Teschen das Gefühl der Stabilisie-rung und des Wohlstandes erreicht hat, verursachte, dass ein Pavillion des Schlesischen Krankenhauses im Jahre 1892 seinen Namen bekam, und 6 Jahre später, aus Anlass seiner 50-jährigen Regierung baute die Stadt bei der Villastr. (heute Kraszewski Str.) das "Kaiser Franz Josef I und Kaiserin Elisabeth "Jubi-läums-Waisenhaus". Im Jahre 1903 entstand auf dem Fluss Olsa die Jubiläums-brücke, zu welcher die Franz Josef Strasse führte (heute ul. 3 Maja). Aus Anlass des 80. Geburtstages haben die Teschener Bürger im Jahre 1910 in dem Stadt-wäldchen ein Denkmal errichtet. Es hatte die Form eines Obelisken mit der kai-serlichen Marmorbüste. In vielen Häusern, die durch den Kaiser besucht wur-den, befinden sich bis heute Ihm gewidmete Gedenktafeln. In der Zeit seiner letzten Visite, aus Achtung für jede Religionskonfession, visitierte Franz Josef I auch die Evangelische Jesus-Kirche und die herrlich zu diesem Fest geschmück-te Jüdische Synagoge bei der Bóżnicza Strasse. Sein Besuch umfasste auch ver-schiedene gewerbliche Arbeitsstätten, u. a. die Teschener Molkerei und Möbel-fabrik des jüdischen Industriellen Kohn. Persönlich öffnete der Kaiser den neuen Sitz des Bezirksgerichtes und auch den Saal des Magistrates. Aus Anlass Seines Aufenthaltes in Teschen hat Franz Josef aus Seiner privaten Schatulle eine nicht kleine Summe von 20.000 Kronen für Wohltätigkeitszwecke gestiftet. Die Visi-ten waren durch Auftritte der Chören, Orchester, von Feuerwerke und interes-sante Fackelzüge verfeinert.

Franz Josef I wohnte in dem Teschener Schloss. Das kaiserliche Appartement wurde in den vorderen Zimmern des Jagdschlosses eingerichtet. Es bestand aus: Schlafzimmer, Toilettenzimmer, Kabinett, Salon und Empfangszimmer. Die Räume waren geschmückt und verschönert durch ausgesuchte, elegante Möbel, Porträts der Habsburger und Gemälde bekannter Maler wie Rafaello Santi und Murillo, welche aus der Sammlung der Teschener Erzherzöge hergekommen sind. Eine Rekonstruktion der erwähnten Innenräume kann man auf der Ex-position anschauen.

Das Ehrenpatronat der grossen Ausstellung übernahm der Urenkel des Kaisers Franz Josef I - MARKUS SALVATOR von HABSBURG-LOTH-RINGEN - welcher die Eröffnungsfeier der Exposition persönlich beehrte. Als Ehrengäste wurden begrüsst: REINHARD KOGLER - österreichischer Generalkonsul in Krakau, GREGOR SEMRAD - Mährisch-Schlesisches Museum in Klosterneuburg und TRISTAN LOIDL - Antiquar aus Salzburg. Spezielle In-szenisierung der damaligen Begrüssung Seiner Kaiserlichen Hoheit in der Te-schener Burg haben die Kinder aus der Katholischen Vorschule des Jesus-kindlein vorgestellt.

Während der Öffnungsfeier hat der Direktor des Teschener Museums - MARIAN DEMBINIOK die Denkmedaille des Priesters Leopold Johann Scherschnik, als Anerkennung ihrer Mitwirkung, mehreren Personen überreicht. Es bekamen alle, die sich in den letzten Jahren an der Wiederherstellung des Glanzes des Teschener Museums, der Bereicherung von dessen Sammlungen und auch der Entstehung dieser Exposition beteiligt haben. Mit Medaille wurden geehrt: JERZY WAŁGA, WOJCIECH RIESS, ANDRZEJ KOTOWIECKI, GREGOR SEMRAD und - zum Andenken an diese ausnehmende Visite - Erzherzog MARKUS SALVATOR von HABSBURG-LOTHRINGEN.

Das Museum Śląska Cieszyńskiego dankt allen Personen und Institutionen, welche sich durch die Ausleihung der Exponate betreffend der Kaiservisite in Teschen engagiert haben und auch den Sponsoren der Ausstellung: Bank Spółdzielczy Cieszyn, Wytwórnia Naturalnych Wód Mineralnych USTRO-NIANKA, Energetyka Cieszyńska, Bracki Browar Zamkowy, Café Mu-zeum.

Dauer der Exposition: Oktober 2006 - während der Öffnungszeiten des Museum. Wir laden herzlich ein.

Zamknięcie okna